Mówią, że z wiekiem się zmieniamy. Zmieniają nas doświadczenia. Ludzie wokół. Zmienia nas upływający, mijający czas. Niby tak powinno być, bo zmiana to rozwój.
Czy wobec tego, jeśli od dwóch dekad słuchała tej samej muzyki coś było z nią nie tak? Czy jeśli wciąż zamiast Samców Alpha, miała obok siebie wrażliwców, którzy codziennie nie zdobywali może szczytów świata, ale za to swoją responsywnością i spokojem, zdobywali jej serce, coś było z nią nie tak? Miała nadzieję, że nie.
W miniony weekend usiadła w miejscu, od którego w jej głowie rozpoczęła się nowa, do dziś trwająca historia. Za chwilkę minie od tego momentu 10 lat. Usiadła i słuchała piosenek przy których się zaręczała. Komuś innemu mogłoby pęknąć serce. A ona się cieszyła. Bo wszystko było jasne. Żadnych tajemnic, niedopowiedzeń i sekretów. Tych małych i wielkich.
Relacje, które miała z ludźmi, pozwalały jej być sobą. Tak naprawdę. Zawsze. W każdym możliwym momencie. Chyba w poprzednim wcieleniu zrobiła coś bardzo dobrego, bo dziś miała to szczęście, że mogła sobie pozwolić na luksus autentyczności. Można przyjąć, że autentyczność, wiąże się ze starością. A może dojrzałością?
Tak. Chyba jest wystarczająco dojrzała, by nie przejmować się tym co pomyślą inni. Wtedy kiedy na pierwszym w życiu nagraniu do publicznego, zawodowego webinaru wystąpi w kolorowym oversizowym swetrze i w Spodku, kiedy śpiewała stare, lubiane piosenki.
Lubiła to miejsce w życiu, w którym jest dzisiaj. Czuła, że to jej miejsce. Czasami pojawiały się góry trudności do zdobycia, ale na szczycie było ciepło. Ciepło to starała się rozsiewać wokół siebie. Ciepło to energia. Energia do rozwoju.